Studniówka to największa impreza licealna. Nasza zabawa zaczęła się tuż po polonezie i trwała do białego rana.
Każdy wypił symboliczną lampkę szampana i siup! na parkiet. Wszyscy znaliśmy się bardzo dobrze i nie krępowaliśmy się tańczyć przy sobie. Jednak największa zabawa nastała dopiero wtedy, kiedy zgasło światło. Każdy wtedy szalał, jak mógł, korzystając z tego, że oko kamery mniej widzi. Później koło północy były zabawne przedstawienia i poczęstunek. Zabawa była naprawdę przednia. Nawet nauczyciele dali się ponieść. Na nic szły wysiłki fryzjerek - włosy dziewczyn stały się poszarpane od dzikiego tańca. Nawet suknie niektórych już nie nadają się do użytku. Zostały przydeptane w tańcu przez niesfornych partnerów. Rajstopy też ucierpiały - oka, dziury i przetarcia. Zabawa skończyła się o szóstej rano. Dziś śmieję się do łez, oglądając kastety i zdjęcia z tamtego okresu. Tęsknię za tym czasem i za tą wolnością, jaką czuliśmy. Mimo, że każdy z nas ma już swoją rodzinę, spotykamy się czasem i wspominamy stare dzieje. Nigdy nie zrozumiem osób, które nie poszły na własną studniówkę, trzeba naprawdę nie lubić swojej klasy albo siebie. Studniówkowa zabawa była dla mnie najlepszą w życiu i nigdy jej nie zapomnę.
Brak komentarzy.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.